Świat ma tylko jedna barwę. Czerwieni.
Każdy naznaczony jest tym
kolorem. Nie ma skrawka ziemi, która nie czuła na sobie jej ciepła.
Czerwień kolor złości.
Czerwień barwa miłości.
Czerwień to krew.
Krew... Życiodajny płyn płynący
w żyłach.
Ponoć smakuje jak zemsta.
Słodko, aż cierpnie język. Ja nie czułam nic. Poza metalicznym chłodem na dłoni
wcześniej i wszechogarniającym zimnem obecnie.
Czerwone plamki migają mi
przed oczyma.
I błogi spokój...
I błogi spokój...
Jak tego potrzebowałam.
Mój Boże. Od dawna nie czułam się tak błogo. Słodko. Mogę lecieć...
Latam! Czuje niezwykła lekkość.
Obłoki mnie obejmują, czuje promienie słońca na mojej skórze. Wiatr mi rozwiewa
włosy. Och miałam iść do fryzjera, może ktoś pomyśli i je obetnie, gdy będę...
Leżeć w trumnie...?
Ból uderza we mnie. Z lekkości
nie pozostało nic. Czuje pęd powietrza, gdy spadam. Chmurki rozwiały się. Czuje jak zimny wiatr i powietrze rozrywa mi skórę. Krzyczę. Przynajmniej tak
mi się wydaje.
Znów widzę czerwień.
Wszędzie. Dookoła.
Pali dłonie. Nie. Nie. Nie dłonie. Nadgarstki. Całe ręce.
O Boże! Boli! Pali!
Pocieram ręce od nadgarstków
aż do ramion. Może zedrę z siebie ten ogień.
Trę coraz szybciej. Co
raz mocniej. Zrzucam z siebie ogień. Pali co raz bardziej. Nie! Nie! Nie!
Otwieram oczy. A może tylko
wydawało mi się, że je zamknęłam.
Czerwień. Wszędzie.
Całe dłonie.
Drżę. Chyba krzyczę.
Przestaje. Nie mam siły.
Czuje łzy na moich policzkach. Ścieram je. Wiem, że twarz też mam czerwoną. To
nie ważne. Nic już nie jest ważne...
Zimno kafelek przenika mnie,
gdy opieram o nie plecy. Chowam twarz w dłoniach.
Wcale nie smakuje słodko.
Jest słona. A może to moje łzy?
Nie mam już sił. Czuje
ją. Jest co raz bliżej... Jej zapach wypełnia mi nozdrza. Czerwień i czerń mieszają
się. Niezwykła mieszanka. Słyszę już jej kroki. Ciche... Głośniejsze...
Chce! Chce! Chce! Chodź
po mnie! Obejmij mnie swymi ramionami! Zabierz z tego padołu rozpaczy.
Zaciskam oczy. Czekam. Dookoła
czerwień i czerń. I znów niezwykła lekkość...
- Mój Boże! Sarah!
Chyba Cię kojarzę :D Ale opowiadań niestety nie pamiętam :) W każdym razie miło, że wróciłaś.
OdpowiedzUsuńŚwietny prolog, bardzo emocjonujący. I bardzo oryginalny opis próby samobójczej mimo, że podcinanie sobie żył jest dość popularne w opowiadaniach. To znaczy tak wywnioskowałam, że sobie je podcięła. Na szczęście ktoś ją znalazł, więc jak sądzę dowiemy się wkrótce co było przyczyną pragnienia odejścia Sary z tego świata. Czekam na pierwszy odcinek i życzę dużo weny oraz wytrwałości tym razem ;)
Genialny prolog ;)
OdpowiedzUsuńNiestety Cię nie znam, bo opowiadania zaczęłam czytać nie dawno, ale chętnie poznam twoją twórczość tutaj ;)
Jestem Ciekawa, jaka była przyczyna takich bolesnych skutków u Sary , czekam na odcinek nr 1 ;)
Życzę dużo weny ;) Pozdrawiam :)
Ach, więc opowiadanie o niedoszłej samobójczyni. Cóż to popchnęło bohaterkę do tak desperackiego kroku?
OdpowiedzUsuńNa początku trochę przeraził mnie strumień świadomości. Oczywiście sprawdził i oddał wszystko to, co powinno się pojawić w tekście o samobójstwie, bo w końcu myśli samobójców nigdy nie są logiczne ani poukładane, tak jest również w tym przypadku.
Tak czy owak – nie znoszę tej techniki, więc mam nadzieję, że całe opowiadanie nie będzie pisane w ten sposób.
Rzuciło mi się w oczy kilka błędów.
„Czuje pęd powietrza, gdy spadam. (…) Czuje jak zimny wiatr i powietrze rozrywa mi skórę.”; „Przestaje. Nie mam siły. Czuje łzy na moich policzkach.”; „Czuje ją.”; „Chce! Chce! Chce!” – urwało ogonki przy „ę” m.in. w „Przestaję” i „Czuję. Resztę miejsc na pewno sama znajdziesz.
„Świat ma tylko jedna barwę.” – A tu urwało przy „ą” w „jedną”.
„To nie ważne.” – „Nie” z przymiotnikami w stopniu równym piszemy łącznie, więc „nieważne”.
Niecierpliwie czekam na pierwszy rozdział i serdecznie pozdrawiam.
Lubię takie prologi. W których niewiele wiadomo, a jednak mnóstwo w nich treści. Pokazujesz nam, że bohaterka chciała popełnić samobójstwo, ale niczego nie zdradzasz i dzięki temu masz moją uwagę. Podoba mi się ten chaos, brak uporządkowania, a jednocześnie pewna dezorientacja dziewczyny - czerwień, czerń, słodki, słony, upadam, lecę. I chcę, żeby w końcu przyszła: rozdarcie jest tutaj tak widoczne i genialnie nakreślone, że aż mi głupio, gdy o nim wspominam.
OdpowiedzUsuńCo prawda nie pamiętam żadnych Twoich poprzednich opowiadań, ale chętnie zapoznam się z tym nowym (błogi leń gdzieś w okolicach potylicy podpowiada mi, że to niezły pomysł, szczególnie, że nie muszę nadrabiać czterdziestu rozdziałów :D). Wrzucam do obserwowanych i czekam na pierwszy odcinek ;).
Pozdrawiam i weny życzę!
Czytając przez moją głowę przewijały się niezwykle barwne obrazy, które bez sprzecznie kojarzą ze Zmierzchem i ugryzieniem Belli przez Jamesa.
OdpowiedzUsuńMoże nie będę się wypowiadała na temat tego, co napisałaś (traktuje to jako przedsmak tego, co będzie), ale jak napisałaś. Jak dla mnie jest to coś, co trzymało mnie w napięciu przez kilka kolejnych minut po przeczytaniu. Opisałaś to niesamowitym językiem, który jest niezwykle barwny i obrazowy.
Czekam na więcej.